Wróć   Porozmawiajmy o podróżach => TravelForum.pl > Europa > Europa Zachodnia > Niemcy > Mini przewodnik po Niemczech

Odpowiedz
 
LinkBack Narzędzia wątku Wygląd
  #1 (permalink)  
Old 03-25-2008, 11:18
Natasza's Avatar
Administrator
 
Zarejestrowany: Aug 2006
Skąd: Kraków
Postów: 23,206
Domyślnie Serbołużyczanie a sprawa słowiańska

Serbołużyczanie liczą na pomoc Polski

Wspólnota Serbołużyczan w Niemczech oczekuje, że nasi dyplomaci przekonają Berlin do zwiększenia funduszy na utrzymanie ich instytucji kulturalnych.
Serbołużyczanie ślą dramatyczne apele: „Pomóżcie. Zróbcie coś dla nas. Nasza kultura ginie. Wymieramy. Słowianie powinni sobie pomagać”. Prośbę o moralne wsparcie skierowali do ambasady polskiej w Berlinie, a także kilku innych.
– Polska finansuje niemiecką mniejszość narodową, ma więc moralne prawo upomnieć się o mniejszość słowiańską w Niemczech – mówi Jan Nuck, przewodniczący Domowiny, Związku Serbołużyczan. Wierzy, że dyskretna dyplomacja wpłynie na zmianę stanowiska niemieckich władz i skłoni je do zwiększenia funduszy na potrzeby serbołużyckich instytucji kulturalnych.
– Jedynym sposobem na zachowanie naszej tożsamości jest pielęgnowanie kultury, tradycji, zwyczajów i języka. Na to potrzeba pieniędzy, a my dostajemy ich coraz mniej – skarży się Benedikt Dyrlich, szef stowarzyszenia serbołużyckich artystów. Jedna po drugiej zamykane są szkoły, brak środków na programy kulturalne.
Serbołużyczanie oceniają swoje potrzeby na 16 mln euro rocznie, władze oferują im o kilka milionów mniej. Tyle, ile wynosi roczna dotacja do każdego z berlińskich teatrów. A Serbołużyczan jest 60 tysięcy. Dwie trzecie mieszka w Saksonii, reszta w Brandenburgii. Na obu tych landach i rządzie federalnym spoczywa ustawowy obowiązek utrzymywania przy życiu serbołużyckich instytucji kulturalnych. – Trudno powiedzieć, czy ciągłe cięcia finansowe są wynikiem bezduszności urzędników czy świadomym działaniem skierowanym przeciwko naszej tożsamości narodowej – mówi Nuck. Przywódcy Serbołużyczan zwracają uwagę, że ich naród w swej 1400-letniej historii miał już do czynienia z szowinistycznymi zakazami, był dyskryminowany w czasach narodowego socjalizmu, a w NRD wywalczył przywileje, które chciałby nadal zachować. – To naród świadomy swej odrębności, w większości głęboko katolicki, którego rytm życia związany jest szczególnie mocno z kalendarzem kościelnym – mówi polski ksiądz Tomasz Dawidowski, proboszcz parafii w Wotrow, saksońskiej wiosce. Wielu jej mieszkańców uczestniczyło w niedzielnych procesjach konnych, obwieszczając modlitwą i śpiewem zmartwychwstanie Chrystusa. To jedna z unikalnych tradycji Serbołużyczan. Pielęgnują ją z wielką determinacją. Ale ich kultura podlega bezustannej erozji.
– Coraz więcej jest małżeństw mieszanych. W ich domach szybko ginie język, a wraz z nim poczucie przynależności do mniejszości narodowej – mówi ksiądz Tomasz. Władze zamykają szkoły serbołużyckie, bo brak dzieci posługujących się tym językiem. Serbołużyczanie nie twierdzą, że są dyskryminowani. Domagają się jedynie respektowania przyznanych im praw. W ich obronę zaangażował się kilka lat temu Sylwester Chruszcz, europoseł z Ligi Polskich Rodzin. Założył nawet biuro w Budziszynie, ale nie miał dobrych stosunków z organizacjami Serbołużyczan. – Mieliśmy zastrzeżenia do jego ugrupowania – przyznają przywódcy Serbołużyczan.
Związek Serbołużyczanwww.domowina.sorben.com
Źródło : Rzeczpospolita

Reply With Quote
  #2 (permalink)  
Old 05-30-2008, 14:05
Natasza's Avatar
Administrator
 
Zarejestrowany: Aug 2006
Skąd: Kraków
Postów: 23,206
Domyślnie

Protest Słowian w Berlinie


Mniejszość zdana na własne siły. Serbołużyczanie czują się zapomniani i pokrzywdzeni. Domagają się godnego traktowania

źródło: Reuters
Serbołużyczanie demonstrowali wczoraj w Berlinie w obronie swoich praw



– Walczymy o nasze prawa i nie ustąpimy – zapewnia Jan Nuck, szef Domowiny, związku Serbołużyczan, najmniejszego narodu słowiańskiego Europy. Niemała jego część, kilkaset osób, przemaszerowała wczoraj głównym bulwarem Berlina, żądając respektowania jego praw.
– Nie mamy innego wyjścia. Potrzebne są nam środki na utrzymanie szkół, pielęgnowanie tradycji, języka i zwyczajów, a rząd obcina bezustannie dotacje – tłumaczy Nuck. Zamieszkujący graniczące z Polską i Czechami tereny Saksonii i Brandenburgii Serbołużyczanie rozpływają się w morzu niemieckości. Próbują desperacko temu przeciwdziałać.
Podają przykład mniejszości duńskiej w Szlezwiku-Holsztynie. Jest równie niewielka jak Serbołużyczanie (około 60 tys. osób), a dysponuje znacznie większymi środkami finansowymi i ma zaplecze w Danii, skąd otrzymuje podręczniki, prasę, książki i filmy, nie mówiąc o wspólnych przedsięwzięciach kulturalnych. – My jesteśmy zdani na własne siły – tłumaczy Benedikt Dyrlich, szef stowarzyszenia serbskich artystów. Serbołużyczanie na próżno szukają pomocy w Polsce i Czechach.
– Do kogo mamy się zwrócić? W końcu Warszawa finansuje działalność mniejszości niemieckiej w Polsce – mówi Jan Nuck. Domowina domaga się od rządu federalnego oraz od władz Brandenburgii i Saksonii rocznych dotacji, co najmniej 16,5 mln euro. Władze oferują milion mniej. Chodzi jednak nie o pieniądze, ale o ratowanie kultury słowiańskiej, która ma 1400-letnią historię.
– Mamy nadzieję, że nowy szef rządu Saksonii zajmie się swym narodem. Jest jednym z nas – przekonuje Alfons Wicaz, zastępca redaktora naczelnego gazety „Serbske Noviny”. Ma na myśli 49 -letniego Stanislawa Tillicha zaprzysiężonego w środę na premiera Saksonii. – Z Bożej pomocu – powiedział w ojczystym języku na zakończenie przysięgi. Jak większość Serbołużyczan jest katolikiem. To pierwszy Saksończyk i pierwszy Serbołużyczanin na stanowisku szefa rządu największego landu wschodniej części Niemiec. Po zjednoczeniu stanowisko to zajmowali politycy importowani z zachodu. Oskarżany o nieprawidłowości finansowe poprzedni premier Georg Milbradt nie dokończył kadencji i przekazał pałeczkę ministrowi finansów Tillichowi.
Nowy szef rządu świetnie mówi po polsku i po czesku. – Dzięki językowi nigdy nie czułem się w Polsce obco – tłumaczył „Rz”. Związki z naszym krajem utrzymuje jego żona, której ojciec był polskim robotnikiem przymusowym. Został po wojnie na Łużycach i ożenił się z Serbołużyczanką. – Stanislaw ma mnóstwo spraw na głowie, ale obiecał, że do naszych problemów wrócimy – mówi Jan Nuck.
Piotr Jendroszczyk z Berlina
Źródło : Rzeczpospolita

Reply With Quote
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest On
UśmieszkiOn
[IMG] kod jest On
HTML kod jest On
Trackbacks are On
Pingbacks are On
Refbacks are On



Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:02.
Copyright 2004-2007 Air-europa.pl
design by webidea.pl


Content Relevant URLs by vBSEO 3.1.0