Jeden z sierpniowych weekendów 2008 roku postanowiliśmy przeznaczyć po raz kolejny na Pragę. Rezerwacja hostelu, ostatnie przygotowania...i w nocy z czwartku na piątek, po 3 w nocy ruszamy zabierając Elvisów prosto z imprezy...
Brum brum brum i po chyba 9 godzinach jesteśmy na miejscu... ciągle zadając sobie pytanie jak to możliwe by w Polsce nie było autostrad.
Pozwolicie, że standardowe opisy czeskich knajp, zwiedzania Pragi, nadużywania alkoholu opuszczę i od razu przejdę do meczu!
Żebyśmy nie mieli łatwo to oczywiście w sobotę nie odbywało się żadne spotkanie w Pradze, więc trzeba było ruszyć do Pilzna, jakieś 100 km na południe od Pragi.
Skoro to wyjazd kibicowski... to jedynym słusznym środkiem transportu musiał być pociąg.
Dwugodzinna podróż minęła szybko na delikatnej degustacji delikatnych czeskich piw.
Pilzno... chowamy w krzakach reklamówkę z piwami (bo oczywiście za dużo ich już nakupiliśmy) i ruszamy w miasto w poszukiwaniu jakiegoś dobrego obiadu. Oczywiście bez problemu domyślicie się gdzie jest najlepsze jedzenie w słynącym z Pilsnera Pilźnie... tak więc trafiliśmy do najstarszego browaru, gdzie akurat był festyn z okazji dni miasta. Grunt do dobrze trafić, prawda?
![]()




Reply With Quote









...

, nie mam żadnych nowych wiadomości...

Bookmarks